Miasto pod lipami
Na początku kwietnia miałem przyjemność, reprezentując Fundację Wschód Sztuki, udać się do Lipska, celem organizacji pokazu twórczości polskich artystów video. Przygotowywany przez galerię K.U.B. show był częścią szerszej prezentacji polskiej sztuki w siostrzanym mieście Krakowa. Towarzyszył wystawie „ROCOCO”, na której prezentowane były pracę Małgorzaty Markiewicz, Huberta Czerepoka oraz Romana Dziadkiewicza i performanceowi „Blue Screen” przygotowanemu przez Artiego Grabowskiego, Justynę Górowską i Adama Grubę.
Nie wiedziałem, że Lipsk jest partnerskim miastem Krakowa, tym bardziej zaskoczyło mnie określenie sister city, jakiego używali organizatorzy wydarzenia z galerii K.U.B. Jak się okazało w mieście Wagnera z powodzeniem funkcjonuje filia Instytutu Polskiego z Berlina. Organizował on zakrojony na szerszą skalę festiwal polskiej kultury, który ostatecznie niestety nie doszedł do skutku.
Związek pomiędzy miastami na szczęście nie ogranicza się jedynie do instytucjonalnej kurtuazji. W czasie pobytu miałem możliwość poznać Uwe Seltmanna, który mieszkając w Krakowie i Lipsku bada historie rodziny swojej żony oraz własnych przodków. Projekt “Dwie rodziny, dwie przeszłości – wspólna przyszłość” wychodząc od konkretnych indywidualnych przykładów, wysnuwa szersze wnioski na temat Drugiej Wojny Światowej i jej śladów w teraźniejszej Europie.
Nazwa Lipsk pojawia się po raz pierwszy jako określenie słowiańskiego osiedla z okresu przed rokiem 1000 – „Urbs Lipiensis”. Miałem to szczęście, że przyszło mi mieszkać w starej robotniczej dzielnicy Lindenau (Linde – lipa), w której od lat funkcjonują interesujące inicjatywy społeczno–artystyczne. Prowadzony przez miasto projekt „Stadthalten” to seria organizowanych przez mieszkańców twórczych ingerencji w przestrzeń: budowanie sztucznych wzgórz czy „wydzielanie” parkingu dla pieszych w przestrzeni publicznej (fotografia poniżej). Pod nazwą „Wächterhäuer” (Domy strażników) funkcjonuje program wynajmu za grosze przestrzeni zaniedbanych, w których dzięki temu pojawiają się na przykład galerie: D21 czy prowadzony przez rzeźbiarza publiczny warsztat rowerowy. Staraniem radnych wyjątkowo naznaczona przez rewolucję przemysłową Lindenau rozwija się w drugie centrum artystyczne Lipska, o czym świadczy powstawanie nowych galerii jak Panipanama, Kassette, Ortloff , Lalülala czy A und V.
Jednnym z najciekawszych pomysłów, które wsparło miasto, było odnowienie starej fabryki – “(Baumwoll-) Spinnerei” (przędzalnia wełny), która w końcu lat 90-tych przekształcona została w centrum sztuki i szybko zyskała światową sławę. Zaadaptowany na pracownie artystyczne, galerię i sklepy, duży postindustrialny kompleks jest, jak na pół milionowe miasto, wyjątkowo oblegany. Artyści ustawiają się w kolejkach do wynajmu pracowni, co potwierdza sukces Przędzalni, podobnie jak decyzja miasta o odrestaurowaniu drugiej fabryki – “Tapetenwerk” (fabryka tapety). W Lipsku też z roku na rok coraz aktywniej wykorzystuje się przestrzenie postindustrialne tworząc w starych fabrykach lofty.
Tekst powinien zakończyć się jak amerykański sitcom z przesłaniem, sztampowym hasłem podkreślającym jak wiele możemy się nauczyć od zachodnich sąsiadów. Zamiast tego jednak gorąco zachęcę do wybrania się w karkołomną podróż pociągiem z dwiema przesiadkami (najtaniej Kraków-Wrocław, Wrocław – Zgorzelec, Görlitz – Leipzig wykorzystując Sachsenticket) i zwiedzenia Lipska, najlepiej wykorzystując miejskie rowery i świetnie przygotowaną infrastrukturę ścieżek.
Serdeczne podziękowania za pomoc w pisaniu tekstu dla Rainera Mende z lipskiej filii Polskiego Instytutu w Berlinie.














