Rowerem legalnie pod prąd
Od kilku tygodni w mediach coraz częściej słychać o grupie „Rowerem legalnie pod prąd”.
Akcja, która startowała od małego artykułu na jednym z serwisów dziennikarstwa obywatelskiego , szybko przerodziła się w zorganizowaną grupę w serwisie społecznościowym Facebook (liczy już ponad 1700 członków). O inicjatywie można przeczytać też tutaj
Warto zauważyć, że w przeciwieństwie do innych facebookowych grup nacisku, akcja wyszła już poza Internet – organizowane są akcje obywatelskiego wysyłania maili (do Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu, oraz do Prezydenta Miasta) , przygotowywane są happeningi.
Temat szeroko opisały też media: Krakowska Wyborcza, Polsat News oraz RMF MAXXX
W akcji chodzi o zalegalizowanie poruszania się rowerem pod prąd na ulicach w centrum Krakowa (wnętrze 2 obwodnicy), a później w całym Krakowie.
Oczywiście celem nie ma być doprowadzenie do bezmyślnych pozwoleń na każdej ulicy, ale o odpowiednie oznaczenie tych ulic jednokierunkowych, na których będzie to bezpieczne (przykład belgijskiego systemu)
Na części ulic konieczne będzie utworzenie kontrpasów (wyznaczonych na jezdni specjalnych pasów dla rowerów do jazdy pod prąd) – takie rozwiązania funkcjonują już w Krakowie m.in. na ulicy Kopernika, Grodzkiej, Smoleńsk i Warszawskiej. Natomiast sami postulujemy, by nie malować na ulicach kontrpasów tam, gdzie nie jest to konieczne (brak ich m.in. na Szewskiej i Siennej)
Należy podkreślić, że w skali europejskiej nasze propozycje nie są bynajmniej innowacyjne – analogiczne rozwiązania działają i znakomicie sprawdzają się w całej Europie (np. w Berlinie jest ponad 200 km kontrpasów).
Jak pokazują europejskie miasta dopuszczenie ruchu rowerów pod prąd:
- jest bezpieczne (nie odnotowano wzrostu wypadków drogowych z udziałem rowerzystów)
Niektóre zarzuty kierowców przeciwko tej legalizacji bazują często na przesądach oraz uprzedzeniach i mają żadnego umocowania w badaniach na temat wypadkowości czy bezpieczeństwa rowerzystów.
- jest tanie (w Polsce wciąż pokutuje mit, że wszędzie trzeba budować kosztowne drogi rowerowe, tymczasem wystarczy wiadro farby i 2 małe tabliczki T-22 „nie dotyczy rowerów”)
- poprawia jakość przestrzeni publicznej – szczególnie zabytkowej części miasta
- wpływa na uspokojenie ruchu na ulicach
(skutecznie modulowany ruch to miasto bardziej przyjazne dla wszystkich mieszkańców)
Wszystkie te argumenty i sprawdzone dobre praktyki z niezrozumiałych względów wciąż odbijają się o mur urzędniczej niechęci. Jedyne co pozostaje, to mieć nadzieję, że nie jest to mur z betonu.
Jak długo jeszcze będzie trwał taki stan rzeczy?
Z poważaniem,
Adam Łaczek












Leave a comment