Miejsca są dla ludzi
26. kwietnia w siedzibie Rady Dzielnicy Podgórze na zaproszenie stowarzyszenia Podgórze.pl, stowarzyszenia Przestrzeń-Ludzie-Miasto, Międzynarodowego Centrum Kształcenia Politechniki Krakowskiej i samej Rady Dzielnicy zebrało się kilkanaście różnych osób… Skąd tylu organizatorów?
Przede wszystkim ze względu na tematykę spotkania – wygląd Rynku Podgórskiego. Koncepcja jego przebudowy, zaproponowana przez Autorską Pracownię Projektową Jerzego Wowczaka, budzi kontrowersje mieszkańców, bywalców i radnych, a debata na dobre rozpoczęła się dopiero wtedy, kiedy ciężko jest już wpłynąć na projekt (dopiero jego upublicznienie wywołało dyskusję, i to burzliwą).
Po drugie, ze względu na metodę – wypracowany przez Project for Public Spaces kwestionariusz, wymagający wczucia się w miejsce i zrozumienia go, by ostatecznie dojść do odpowiedzi na pytanie, jak wyglądać i co zawierać powinno.
Kiedy dr Tomasz Jeleński opowiadał o metodzie, nie wszyscy byli zachwyceni: „Czemu to ma służyć? Po co mamy liczyć kobiety i seniorów? Przyszliśmy porozmawiać o funkcjach i wizerunku!”. „Dla człowieka nie ma nic bardziej atrakcyjnego niż drugi człowiek” – padła odpowiedź – „miejsce powinno generować interakcje. Najważniejsze są te między jego użytkownikami i to ich zdanie jest najważniejsze.”Z pomocą formularza obserwacji miejsca oceniany był każdy z obszarów składających się na ogólną ocenę miejsca: komfort i wizerunek, dostępność i połączenia, funkcje i działania oraz wartość społeczną. Choć może brzmi to naukowo, ma swoje przełożenie na bardzo bliskie użytkownikom przestrzeni zjawiska: dotyczy bezpieczeństwa, czystości, dostępu do środków transportu miejskiego, obecności dzieci i seniorów, funkcjonalnego wykorzystania Rynku zgodnie z potrzebami lokalnej społeczności, inicjatyw kulturalnych, a nawet poczucia dumy z zamieszkiwania w pobliżu. Im dłużej trwała dyskusja, tym bardziej oczywiste stawało się, czego na Rynku brakuje zebranym, a także ich znajomym i sąsiadom, co im przeszkadza, ale także – jak niewiele trzeba zrobić, żeby plac stał się miejscem bardziej przyjaznym i sprzyjającym nawiązywaniu codziennych interakcji.
Poparcie zyskały takie, możliwe do szybkiego wdrożenia, działania, jak zmiana oświetlenia (a może tylko umycie latarnianych kloszy, jak sugerował przewodniczący Rady Dzielnicy, Jacek Bednarz), likwidacja barierek wokół trawników (o ile uda się przekonać właścicieli psów do sprzątania po czworonogach) czy kontynuacja działań kulturalnych, choćby stojących wystaw. Ogólny entuzjazm wywołał pomysł stworzenia targu, który zresztą dziarsko działał w tym miejscu przed wojną. Parę rzeczy wydaje się stałych – dobre miejsce powinno być pozbawione hałasu i samochodów (chociaż częściowo), za to darzyć względami dzieci, seniorów i kobiety (ponoć obecność tych ostatnich jest trafnym wskaźnikiem dobrej przestrzeni).
Gdyby nie późna pora, wieczorny chłód i spodziewana burza, dyskusja w nieczynnej fontannie (która też wzbudza emocje) trwałaby pewnie jeszcze długo. Jedno jest pewne – metoda Project for Public Spaces ma wszelkie przesłanki, żeby działać, pod warunkiem jednak, że proces będzie przebiegał od samego początku, czyli od pojawienia się pomysłu przetworzenia miejsca, a nie od momentu, kiedy o realnym wpływie na projekt przebudowy można już tylko pomarzyć.
Share on Facebook
27. May 2010 at 11:58 pm :
Nie mogę się zgodzić ze stwierdzeniem, iż o realnym wpływie na projekt placu można pomarzyć. Projekt placu w formie jaką poznaliśmy został negatywnie zaopiniowany przez radę dzielnicy.
9. June 2010 at 12:27 am :
niestety, przewodniczący Rady mówił, że ciężko będzie go zmienić, ponieważ generuje to dodatkowe koszta, a autor koncepcji może domagać się ochrony praw do projektu.
jednak przyznaję, że moje stwierdzenie mogło zostać błędnie odebrane – wszak nadzieja jeszcze się tli.