Nie trzeba jeździć aż do Berlina, choć może pojawić się taka chęć po przeczytaniu tego artykułu.
Wystarczy 40 złotych na interREGIO (wybaczcie, proszę, ten niewinny product placement) i ląduje się w naszej stolicy, gdzie jeszcze do końca września trwa transformacja Wisły. To akcja artystyczno-ekologiczno-społeczna, która ma przyciągnąć Warszawiaków nad Wisłę. Działania zakładają tworzenie sztuki dla konkretnej przestrzeni wyznaczonej nad rzeką (lub na rzece), zakorzenienie w kontekście miejsca oraz współuczestnictwo mieszkańców.
Artyści okupujący nadbrzeże przy pomniku Syrenki przekształcili tą przestrzeń w plażę/plac zabaw/wystawę/miejsce doświadczeń naukowych i fantastyczny punkt do odstresowującego posiedzenia, połażenia i pooglądania, z którego mimochodem wiele pożytecznych rzeczy może wyniknąć. Bo na przykład – kogo z nas nie intrygowało w dzieciństwie jak działa aparat fotograficzny? A co dopiero kiedy ten aparat jest wykonany banalnie prostym sposobem, ma rozmiary małego słonia i można do niego wejść (MEGA PSTRYK Marty Kotlarskiej – jedna z realizacji konkursu CARGO, pokazywana od 17 do 22 sierpnia)? Idąc dalej tropem wspólnej pamięci wczesnych lat– pamiętacie śpiewaną piskliwie przez przedszkolaki piosenkę o kolorowym śniegu? W lecie ten zabieg jest stosunkowo trudny do wykonania – można jednak śnieg zastąpić piaskiem, który ma tę właściwość, że nie przemacza butów i przyjemnie chodzi się po nim na bosaka. Przy okazji w wielobarwnej piaskownicy (Park z Kolorowego Piasku Adama Kalinowskiego) własnymi nogami wymieszamy barwy podstawowe i zintegrujemy się z wieloma pokoleniami (nie myślcie, że siedzą tam tylko mamy i dzieci).
Czytaj więcej »
Share on Facebook
W pierwszych słowach chciałbym podziękować Gazecie Wyborczej, dzięki której możemy uzyskać informację o nowych, pomnikowych inicjatywach. Następne podziękowania, tym bardziej zdecydowanie zjadliwe, kieruje w stronę krakowskich radnych, niezawodnych w pobudzaniu krążenia krwi w żyłach mieszkańców. Problemem nie jest jedynie wspaniały pomysł wybudowania treściowo pustego niczym wydmuszka 25 metrowego brązowego klocka utrzymanego w stylu narodowo-dźwigajowym ale samowola Stowarzyszenia im. Płk. Ryszarda Kuklińskiego. W artykule czytamy “Rzeźbiarz też jest sprawny, boję się jednak, że będą nam chcieli utrącić tę inicjatywę konkursem architektonicznym. Ale nie zgodzimy się na żaden konkurs! Jak nam go nakażą, idziemy do innego miasta “. Co do sprawności profesora Dźwigaja nie mamy żadnych wątpliwości, owoce jego pracy możemy przecież oglądać na kilku krakowskich placach. Pan profesor jest przecież naszym krakowskim nadwornym rzeźbiarzem (na przemian z Mitorajem). Zastanawiające jest natomiast że Stowarzyszenie tak chętnie stawia pomnik, będący estetycznie przejrzałym, wtórnym pod względem symboliki (dwukrotnie przestrzelone lewe skrzydło) wybrykiem grupy entuzjastów tematyki narodowej, którzy nie przyjmując żadnej krytyki, roszczą sobie prawa do przestrzeni publicznej. Co więcej grożą że pomnik stanie w innym mieście (najgorszemu wrogowi z Bytomia, Tarnowa czy Olkusza nie życzyłbym budzić się rano i oglądać dźwigarowego orzełka).
Krytykując pomnik daleki jestem od krytyki inicjatywy wybudowania monumentu gen. Kuklińskiemu, jednak nasz orzełek bardziej przypomina fetysz Stowarzyszenia niż hołd złożony postaci, która wpisała się w karty historii Polski. Czy temu faktycznie mają służyć rzeźby upamiętniające osoby i wydarzenia? Co stoi za tego typu inicjatywami jeśli nie spora ilość pieniędzy i całkowity brak otwartości na dyskusję? Czy musimy to tolerować? Zastanawiający jest również brak reakcji ze strony Radnych którzy bezdyskusyjnie i jednogłośnie zaakceptowali projekt. Mam wrażenie że spoglądające na nas z Wawelu setki lat historii Polski sprawiły że w Krakowie pojęcie wtórności i plagiatu nabrało wyraźnie pozytywnego znaczenia. Póki będzie za późno i do grona Skarg, Piłsudzkich oraz dziesiątek papieży dołączy kolejny nie wyróżniający się na ich tle monument Projekt Miejski podejmie działania aby inicjatywa wybudowania pomnika została zweryfikowana przez konkurs.
Share on Facebook
Kto bacznie sieć śledzi ten znalazł w dzisiejszy krakowskim wydaniu Wyborczej artykuł o nowej rzeźbie autorstwa Igora Mitoraja jaka “ozdobi” plac przed Operą Krakowską. Autor artykułu słusznie zauważa że dzieło pasuje do architektury opery choć wydaje mi się, że klarowniej byłoby napisać iż obie są siebie warte. Kontrowersję jakie pojawiaja się wokół twórczości Mitoraja świetnie obrazują komentarze do tekstu jakie pojawiły się w sieci. Wynika z nich że krakowianie jednogłośnie mówią Mitorajowi “dość”. Po co nam tak słaba alternatywa do Dźwigaja? Wizja kilku a nawet kilkunastu mitorajowych rzeźb pod Wawelem jest przerażająca, nie mniej niż ponury żart, w którym autor artykułu sugeruje aby słynna głowa stanęła przed powstającym na Zabłociu Muzeum Sztuki Współczesnej. Dalekie jest to od naszej wizji Muzeum a także egzystencji dzieł w przestrzeni publicznej. Kontrowersję będą zawsze, w końcu to sztuka współczesna, jednak kiedy dotyczą one po raz wtóry tego samego autora stawiającego tendencyjne i kiczowate produkty należałoby się zastanowić co dalej…
Jak zabrać się za “odbrązawianie” niechcianych krakowskich pomników? Co możemy z nimi zrobić po fakcie ich postawienia? Jak należałoby przekonać miasto aby podobne decyzje poparte były debatą?
Share on Facebook
’Przestrzeń Publiczna jako “nowa scena kultury”, to największa przemiana, jakiej ulega dziś sztuka współczesna.’(Rahim Blak)
Kontynuując dyskusję nad rolą sztuki w miejskiej przestrzeni, przedstawiamy kolejne opinie, tym razem młodych artystów- Rahima Blaka, Dominika Stanisławskiego i Michała Zawady. Ich wypowiedzi poszerzają nasz odbiór zagadnienia Miasta, jako bezgranicznej przestrzeni wystawienniczej. Poruszają także temat edukacji odbiorców oraz zjawiska przenikania sztuki w różne dziedziny życia codziennego…
„Czarne Punkty ujawniły, jak bardzo złożonym problemem staje się ingerencja w przestrzeń publiczną w miejscu, które z regułami debaty społecznej zdaje się dopiero zapoznawać. Trudności piętrzą się na wielu poziomach. Oczywiście, zasadnicze rozgrywają się w warstwie politycznej i można powiedzieć, systemowej. Jak w demokratyczny sposób ingerować w publiczną przestrzeń, która, jak sama nazwa wskazuje, należy do każdego obywatela, bez wyjątku? Przecież każde wejście w taką przestrzeń jest już jakiegoś rodzaju zawłaszczeniem, a zasłanianie się hasłami na temat dobra wspólnego, idąc za Żiżkiem, często staje się gestem par excellance ideologicznym, ukrywającym konkretne (choć często wcale nie negatywne) interesy. Kto daje nam prawo, żebyśmy, będąc historykami sztuki, urbanistami, artystami decydowali o tym, jakiego rodzaju interwencje są dobre, a jakie złe? Przecież nie jesteśmy już w bezpiecznej przestrzeni galerii. Jak słusznie zauważył w pewnym miejscu Łukasz Białkowski, hipokryzją byłoby roszczenie sobie takich praw, ale czy, z drugiej strony, można się na tym zatrzymać, dochodząc do impasu, nierozwiązywalnego konfliktu interesów poszczególnych grup społecznych?”(Michał Zawada)
Czytaj więcej »
Share on Facebook

bo dopingować warto a nawet trzeba.
Dopingować nie tyle powierzchnie, ale to co na nich powstaje. szablony, akcje i reakcje mniej lub bardziej w skórę miasta się wgryzające. Polecam bloga gdzie codziennie oglądać można świeżutką porcję śladów działalności uliczno – artystycznej z całego świata, a jeżeli komuś samych relacji mało to ( zaznaczając ogólnopolski charakter Projektu Miejskiego ) zapraszam pod warszawski most Śląsko-Dąbrowski, gdzie zobaczyć można murale stworzone podczas festiwalu Street Art Doping
Share on Facebook